Cztery żywioły cz. 7

Jezioro wąskie a bagniste jest nieskończenie smutnym. Pustkowie nic nie skupia rozstrzelonej wyobraźni. Co najwięcej – chwiejny kłos wodnego sitowia zatrzyma wzrok nasz, nużąc go jednostajnością swych kształtów, a trzeźwiąc wieczystą kołysanką. Powierzchnia takiej wody jest ociężałą, nieruchomą, fale krążą w koło, splątane i krótkie.

Jezioro wielkie, np. Garda, Bodeńskie, zadziwia masą wody. I odeń jednak żądamy ruchu. Jeżeli jest mętne a niebo pochmurne, wydaje się jednostajnym, głuchym, jak pustynia.

A wreszcie ty o morze! Ileż da się powiedzieć o tobie i nieskończonym bogactwie twych zjawisk! Raz jesteś sennym, pustym, osiwiałem, to znowu błękitniejesz, jak marzenie, i budzisz w nas kolejno wszystkie uczucia, aż do straszliwości. Kto może odmalować słowem twój spokój, twój blask, twoją piękność, twą wzniosłość, twój szał straszliwy! Byron cię nazywa obrazem nieskończoności, odblaskiem niewidomej mocy.

Cóż mówić wiele o morzu! Powierzchnia jego jest nieskończoną, głębia niezgłębioną, potęga nieposkromioną. Dumną budowlą człowieka, okrętem – rzuca jak skorupą orzecha po grzbiecie spienionej fali.