Tragiczność cz. 14

Kto by los Desdemony uważał za karę jej dziecinnej lekkomyślności, byłby sędzią zarówno niesprawiedliwym, jak pozbawionym poczucia poezki. Cóż ona winna, że łotr nikczemny znienawidził jej męża i czyni z niej ofiarę, aby podwójnie zgnębić jego? Człowiek, któremu nie uczyniła nic złego, który jednak wśliznął się w jej otoczenie i uwikłał w sidła fałszu, zarówno ją, jak męża! A przecież nie jest ona całkiem niewinną; złamanie obowiązku posłuszeństwa wobec ojca rodzi podejrzenie, że z równie bezwzględną lekkomyślnością mogłaby w danym razie postąpić i z mężem. Wszelkie oddanie się kobiety z namiętności, może być źródłem podobnych obaw. Tak leży wina w namiętnym pospiechu Romea i Julii, w nieugiętym oporze Kordelii. Nie zawsze jednak jest konieczną.

Żądając, ażeby los był usprawiedliwiony winą, domagamy się również, ażeby wina spowodowaną była zewnętrznymi okolicznościami, np. silną ponętą, albo pobudką z natury swej czystą, albo panującym przesądem, naruszeniem cudzego prawa itd. (Pospolitość i płaskość wykluczyliśmy już dawniej; kradzież łyżki nie może sprowadzić tragicznego zawikłania).