Światło cz. 8

Uważając padanie światła na przedmioty, dostrzeżemy, że takowe wsysają światło, odbijają albo je przepuszczają. Im więcej światła się połknie, tern bardziej niknie wpływ jego orzeźwiający, życiodawczy. Przedmioty odbijające światło błyszczą. Stąd połysk kruszców, srebro fali morskiej. Im szerszy snop światła, tern jaskrawszy połysk. Ciała przezroczyste, które światło przyjmują i przepuszczają, są jakby wcieleniem samego światła. Np. kryształ, diament, kropla rosy, oko ludzkie. Radość naszą ze światła przenosimy ha same ciało.

Gdy promień padnie na ciało nieprzeźroczyste, powstaje cień po za nim. Padając więc na ciała nie całkiem gładkie i jednolite, wytwarza grę świateł i cieni, modeluje. Cień i światło stanowią dopiero ciało. Tu wymaganie zmiany ma swoje pełne prawo. Jeżeli pięknem znajdujemy ciągłe promieniowanie, to nie możemy zadowolić się jednostajnym, wszelkich odcieni pozbawionym rozmieszczeniem światła na powierzchni ciała. Zbyteczna jednostajność oświetlenia jest monotonną i nużącą. Przedstawmy sobie tylko długą, gładką ścianę.

Jeżeli światło zlewa się z cieniem, powstaje światłocień. Raźność życia łączy tu się z żywiołem uspokojenia, tajemniczości marzycielstwa; siła blasku łagodzi się zapadaniem w ciemność. Wygląda to, jakby byśmy z pochodnią w ręku uchodzili do zmierzchu, nie czując trwogi, bo pewni, że nic nam nie zabroni powrócić do krainy światła. W duszy rodzą się myśli, sny, przeczucia’, nieokreślone pragnienia. Światłocień podobny jest, rzekłbym, do humoru. Podobać on się będzie zawsze swym charakterem rozbujanym, niepewnym, chociaż i potężna siła może w nim się objawić.