Światło cz. 6

Jaskrawa zmiana światła rodzi się z błyskawicy. Pominąwszy naszą obawę, ażeby promień jej nie był zabójczym, ostry zygzak jej linii, nagły ten kontrast światła, uderza tak silnie o nasze nerwy, że go częstokroć znieść nie mogą. Zmiana nie znająca miary, tym bardziej w nocy, rodzi uczucie straszliwości. Gdy jednak burza zawisła dopiero na widnokręgu odległym i błyskawica nie pada ani zbyt raźnie, ani zbyt jaskrawo, bywa zjawiskiem pięknem, graniczącym z wzniosłością. Pochodnia na chmurnym niebie nocy nagle zapalona niebo otwierające widok nieskończoności, wspaniałym światłem rozdarta ciemność, tajemnicza głębia sklepienia, dal, którą promień przebiega, siła, z jaką wyrywa purpurą swych płomieni wszechświat nieba i ziemi z objęć nocy – to wszystko łączy się w obraz niesłychanie wzniosły.

Zwyczajny płomień jest przyjemnym sam w sobie, jako zwiastun światła. Gdy płomyk świecy noc rozprasza, czujemy życie dokoła, życie ludzkie. Gdy płomień rusza się, w miarę szybkości ruchu, mniej albo więcej ożywia nas _i niepokoi. Jasny ogień rozwesela grą płomieni. W zmianie jego światła widzimy obraz uśmiechniętego, radośnego, swobodą tchnącego życia. Żar węgli kryje w sobie niedostrzegalną, wewnętrzną, ożywioną siłę ruchu, która swą fantastycznością mile i błogo zajmuje.