Światło cz. 4

Takim jest ciche światło księżyca. Spójrzmy jednak, jak drżący jego promień pada na ruchome przedmioty, a miękki spokój wyda    się wnet mętnym i drżącym. Na fali wód i na szumiących drzewach, ileż w nim ruchu! Mglista nieokreśloność wrażeń połączona z szybką ich zmianą stopniują uczucia niezwyczajności, czarodziejstwa, w straszliwą obawę duchów.

Widok gwiazdy pociesza, karmi nadzieją. Księżyc w pełni uspakaja, gdyż światło jego broni nas od wypadków nocy. Blady i nisko zawieszony na widnokręgu razi nie mile.

Noc przeszła. Księżyc i gwiazdy bledną. Zmierzch poranny, niepewnością swojego światła fantastyczny, oblewa ziemię. Na niebie jawią się pierwsze jaśniejsze zwiastuny dnia. Szerzy się pragnienie tego, co ma nadejść. W całej naturze czuć oddech rozbudzenia. Kwiaty, które w nocy zamknęły swe kielichy, otwierają je. Zwierzęta zaniepokojone, szczególniej drużyna powietrzna, ptaki. Wszystko wita poranek tonami swej mowy. Wiatr nawet cuci się z drzemki i z chłodu nocy wyciąga ramiona ku ciepłym tchnieniom poranku. I tak wśród głośnej radości stworzenia, wschodzi na powrót promienne światło życia. Trwoga ustępuje.

Światło słońca jest ciągłą dźwignią życia. Świecąc jednak za jasno, za jaskrawo, drażni zbytecznie, dając się uczuć dotkliwie nieumiarkowanym wytężaniem naszych nerwów. Rozpraszając zaś wszelką ciemność ma pewne pokrewieństwo ze siłą rozumu. Okazuje wszystko w kształtach jasnych, pewnych; niczemu nie da się w mgle rozpłynąć, nie każe nam domyślać się, zgadywać, śnić, przeczuwać. Tak pozbawia wszelkiej czynności wyobraźnię, a budzi trzeźwy pogląd i pracę myśli.