Światło cz. 2

Co nie cieszy się światłem, to jest nam nienawistnym, wstrętnym a w najlepszym razie komicznym. Już milczące zwierzęta wydają nam się dziwnymi, uczucie to sprzeczności potęguje się do najwyższego stopnia wobec pozbawionych lub nieznoszących światła. Dla tego wszystko, co się zanadto kryje do ziemi, albo dopiero w nocy żyć poczyna, obudzą w nas a nawet u wielu zwierząt uczucie wstrętu. Sowę na przykład nienawidzą i prześladują wszystkie ptaki dzienne. Z widokiem zwierząt bezokich nie możemy się nigdy oswoić. Przypatrzmy się niektórym rodzajom światła. Noc gwieździsta! Świat owinięty pomroką, ale tam na górze haft świetlany.

Srebrzyste powieki gwiazd wabią nas ku sobie. Od ciemnej ziemi podnosi nas tęsknota ku światłu, wlewając pociechę, że noc straszliwa nie opanowała przecież wszystkiego, że jest gdzieś jeszcze światło i radość życia. Światło jednak – tam w górze – rozprószyło się na tysiące gwiazd. To rozrywa nas; rozpływamy się. Skupienie ducha ustąpiło; owłada nami usposobienie łagodne, rzewne, które pod drżącym blaskiem gwiazd stałych, nabiera jeszcze miękkości i nieokreśloności. Od ciemnej nędzy życia odwracamy się kąpiąc duszę w błogości niebieskich pociech, które nam płyną z wzniosłej nieskończoności przestworów. Dla tego ludom wszystkich czasów noc gwieździsta wydawała się czymś pięknem i świętem, dla tego spoglądał człowiek zawsze ku gwiazdom z tęsknotą i błogą nadzieją.