Komiczność cz. 5

Jest on o tyle komicznym, że zestawia kontrasty i to w ten sposób, że od jednego prześlizguje się ku drugiemu, wręcz przeciwnemu, tak nagle, iż nie zdołamy dostrzec, kiedy drogi dokonał. Łza śmiechu na oczach, jak mówi Jean Paul, jest symbolem humoru. Widzimy czarny smutek, za chwilę uśmiech posępny zadrży na łzawych rzęsach, to znowu serdeczna wesołość; pytamy skąd to wszystko? a tu śmiech i płacz już zniknęły i martwe zwątpienie na twarzy.. Tak się tu spływają wzniosłość, płaskość, brzydota, gminność, moc, słabość. . Humor jest kalejdoskopem uczuć, który za każdym szkła obrotem nowe wskazuje obrazy.

Różni on się od dowcipu; dowcip przemawia do rozumu, humor splata się z uczuciem. Dowcip sprowadza kolizję dwóch żywiołów, która się kończy unicestwieniem obu; humor tak je zlewa, że wielkie przestaje być zbyt wielkim, małe zbyt małym. Delikatną zręczność wynajdywania podobieństw w niepodobnym, stanowiącą istotę dowcipu, musi posiadać i humor. Ma on jednak szerszy zakres działania, wymaga uczucia i poetycznego poglądu, nie ma jednak rzutkości i ostrza dowcipu.

Humor strzelający rakietami dowcipu jest potęgą. Przy tym bywa on łagodniejszym i skuteczniejszym, niż dowcip, jak długo nie przechodzi w sarkazm, w który lubi się przedzierząnąć. Jeżeli dowcip wymaga bystrości w dopatrzeniu podobieństw, dowodzi humor wielkiej swobody umysłu i władzy nad światem uczuć własnych. Żadnemu nie daje on tyle nad sobą przewagi, aby go uniosło, ale w tej samej chwili, w której sądzimy, że patos wszechwładnego uczucia porwie go swoją falą, zahacza się i zwraca w kierunku odwrotnym. Oczy nasze przepełniają się łzami, drżą. usta, serce mocniej uderza – cóż innego pozostaje jak płakać nad nędzą, której obraz kreśli nam humor! Wtem nagle zatrzymujemy się i z miną zwiedzionego patrzymy po za siebie: przedmiot smutku zgłodniałe chłopię o bladym obliczu, gdzieś zniknął; za plecami śwista nam już i śpiewa, jak żaczek w łachmanie, co język pokazał i umyka.

Dobry humor jest rzeczą nieocenioną, dowodzi on siły, swobody, opanowania uczuć i przedmiotu. W miarę potrzeby bywa poważnym lub wesołym, surowym, to znów łagodnym; raz poskramia zaślepione, przesadne uniesienie, to znowu podsyca upadłe męstwo; tu rzeczy nadludzkie czyni ludzkimi, tam wynosi najlichszą drobnostkę; z gliny robi glob ziemski, którego dzieje opowiada, morze szklanką wody; bujając po gwiazdach zapatrzy się nagle na okopconą latarkę zaułka.

Z trafnym dowcipem połączony jest wybornym towarzyszem w rodzaju Johna Falstaffa. Przypomnijmy sobie, jak Falstaff i Bardolf wchodzą do gospody „pod głową dzika” i jak sir John ubolewa nad hałastrą swych towarzyszy. Na taki wylew humoru nie ma rady; rozprasza on wszelką powagę, wszelkie zasępienie, tysiące trosk usuwa. Jest on jak nawałnica wśród posuchy, nic uwiędnąć nie może, wszystko przybiera bujną zieloność. Lecz oto i ujemna strona humoru. Zbyt często nie dotrzymuje słowa i wiary; wyślizga się, gdy go chcemy, pochwycić; na żadnej wysokości nie umie się zatrzymać, chociaż ma zabłocone obuwie, wchodzi na posadzkę. I on jednak często popada w płaskość, mieszając rzeczy wielkie z małymi. Bez wędzidła, traci wnet wszelką miarę. Popatrzmy na opasłego Falstaffa w gospodzie, lub gdy werbuje ochotników przed bitwą i podczas bitwy. Humor jego wytryska nawet w chwili, gdy wycięto mu całą kompanię, gdy losy bitwy się ważą, nawet gdy własny synalek jego walczy z zaciętym Percym. Humor przedziera się przez dziurkę od klucza. Sir John kłamie i oszukuje z humorem; jednym słowem, nicpoń bez czci i sumienia, pokrywa sie zawsze tarczą humoru, która przyjmuje i odbija wszystkie razy, ciskane nań za jego błędy i występki.