Komiczność cz. 4

Różni ona się od dowcipu i od zwyczajnej komiczności tern, że nie; dotyka przedmiotu w sposób dobroduszny, który jakkolwiek byłby, ostrym, zadaje cios nieszkodliwy i powierzchowny, lecz rani i zabija w pełnym znaczeniu słowa. Dowcip i w ogóle komiczność, przeraziwszy ofiarę, rzuciwszy ją w proch, lub ogołociwszy z kłamliwego szychu, pozwalają jej odejść swobodnie, ironia pastwi się jej widokiem i krwią napawa. Ostrzejszą jeszcze bywa satyra, sarkazm, szyderstwo. Szarpią one i trują; zamiarem ich, dręczyć i ranić. Ironia i satyra chłoszczą; ofiara ich ponosi cios dotkliwy; sarkazm i szyderstwo krają nożami i w rany sączą płyn zatruty. Naturalnie i tu są różne odcienia. Bywa dowcip delikatny i gruby, satyra która smaga lub unicestwia, drwiny itd. Skutki ich mogą być podobne łaskotaniu, ale skutki szyderstwa są jakby oblaniem zimną wodą, uderzeniem miecza, przyłożeniem gorącego żelaza: szyderstwo bywa częstokroć zatrutym sztyletem, od którego rana się nie goi.

Wszystko to wyklucza nieszkodliwą, dobroduszną komiczność; są to ostre narzędzia, których używać należy tylko w boju przeciw niegodnym.

Jeżeli skierujemy je przeciw istocie czystej a słabej, zżyma się dusza na to z równą siłą, z jaką cieszy z widoku wychłostanej dumy, przewrotności, zepsucia, nieumiarkowania itd. Powróćmy jednak do przedmiotu i zastanówmy się nad wpływem, jaki komiczność na uczucia nasze wywiera. Wpływ ten w ogóle jest kojącym. Łagodzi wszelkie zbyteczne wstrząśnienia duszy. Gdy wskutek zupełnego oddania się uczuciom wzniosłości, piękna, itd., swoboda nasza zostanie skrępowaną, albo gdy nas do głębi poruszy wrażenie brzydoty, płaskości, straszliwości, wtedy komiczność działa jak balsam i powraca duszy jej naturalny spokój. Jest to czujny sługa, który nas ostrzega: „uważaj, że jesteś człowiekiem!” ilekroć przekroczymy miarę ludzką, który nas częstokroć w najnieodpowiedniejszej chwili przyzywa i przez to gniewa, który nam jednak zdejmuje nieraz z oblicza czarne okulary przesytu, smutku, trwogi i szczerym bywa przyjacielem w ucisku. Jeszcze inne uczucie przyjemne wywołuje komiczność. Ukazuje nam rozkosz prawdziwej harmonii. Uczucie komiczności wyższego stylu przyjniszcza, że znamy już ideał, od którego zboczenie zostało wyśmianym.

Tym dopiero uszlachetnia się komiczność np. satyry. Wtedy jednak zapominać nie należy, że pochlebia ona ambicji. Czujemy się roztropniejszymi, wyższymi, bezpieczniejszymi, aniżeli to, cośmy znaleźli komicznym. Upodobanie może się więc przerodzić w uciechę z cudzej szkody, w złośliwość; nawet umysły dobroduszne, lecz pospolite czują radość na widok zgniecionej u nóg ich wyższej siły. Tak to komiczność wyplenia poczucie uszanowania dla prawdziwej, wyższej wartości.

Nie ma rzeczy zdrowszej nad komiczność i śmiech jej wesoły. Dusza ludzka pod jego wpływem omywa się z czarnej troski, jak z plamy bielizna pod strugą czystej wody. Ona łagodzi i orzeźwia – niema dzielniejszego środka na wzmożenie sił. Litości godnym bywa tam życie ludu, gdzie pospolitą komiczność wykluczono z obyczajów; jest to stan wyśrubowany, szkodliwy dla całości. I komiczność jednak powinna ściśle przestrzegać miary. Gdzie nazbyt szeroko się rozpiera, tam rodzi płytkość; wtedy nie łagodzi już uczuć zbyt naprężonych, lecz je usypia i ubezwładnia. Sprowadzić wszystką piękność, wielkość i wzniosłość do poziomu komicznego, oznacza w końcu tyle, co stłumić wszelką zdolność odczucia wzniosłych i pięknych wpływów.

Niższa komika nad miarę używana, poniża i brudzi. Skłonność w nas ku brzydocie tak się naówczas potęguje, że nie czujemy w końcu odrazy wobec nieprzyzwoitości i sprośności, lecz je z uciechą witamy, gdyż podają sposobność do wytwarzania się komicznych kontrastów. Oto pokusa. Toż samo da się powiedzieć o dowcipie. Nic nie ma nadeń przyjemniejszego, ucieszniejszego, ale nic straszniejszego, zwłaszcza gdy nie ma humoru a ma ostrze. Mgotliwa jego pochodnia więcej sprawia przykrości, aniżeli zmierzch i ciemność. Najograniczeńszy człowiek będzie naówczas milszym towarzyszem, aniżeli dowcipniś. Z głupimi można przecie wyjść cało; nic nie dają, ale i nic nie biorą, ocalamy więc naszą własność; lecz ustawiczny dowcipniś plądruje i poniewiera wszystko. Tysiąc dowcipów o krok nie posunie rzeczy. Im zaś ostrzejszy, tern gorszy. Takie dowcipkowanie bez miary, taka poniewierka wszystkiego, co piękne i szlachetną nacechowane dążnością, taka wszechwładza płaskości, mieszanina dobrego, złego, piękna i brzydoty, może przyprowadzić do rozpaczy.

Przy tym należy zwrócić uwagę na jedno jeszcze niebezpieczeństwo. Kto wszelką wyższość prześladuje dowcipem, kto ją, choćby na krótką chwilę mógł ściągnąć z jej piedestału, ten uwierzy sam chętnie, że zdoła wyższość pokonać, i że jest większym, potężniejszym, aniżeli to, z czego drwi i co w prochu tarza. Jest to naturalnie głupota. Dowcip nie trzymany na wodzy, jest krnąbrnym i niespokojnym, jak źle tresowany pies myśliwca. Każdy dołek musi on rozkopać, za każdym chrząszczem pogonić, każdego skowronka zaczepić. Wszelkie więc przewlekłe dowcipkowanie zniechęca i nuży. Trafny jednak dowcip uderza jak śmiały jastrząb, który przed niczym się nie ulęknie i orłu będzie urągał.

Humorem nazywamy pospolicie to wesołe usposobienie, które we wszystkich, najpoważniejszych nawet stosunkach życia umie zachować swobodę i rzeźwość, a nawet boleści odkrada pogodniejszą jej stronę. Wyższy humor obejmuje cały świat zjawisk, zdolny na rzeczy poważne patrzeć wesoło, na wesołe poważnie. Przeciwstawić go wypada tragicznemu patosowi.