Komiczność cz. 3

Weźmy przykład w całym słowa znaczeniu płaski. Jeżeli prostoduszny wieśniak, który o sprawach natury rozumuje naturalnym rozumem, prowadzi psa, a ten objawi potrzebę zaspokojenia właściwego sobie popędu, wyda nam się to raczej nieprzyzwoitym, aniżeli komicznym, bo sprzeczność nie dosyć jest uwydatnioną. Jeżeli jednak ten sam wypadek z psem zdarzy się damie lub dandysowi, powstaje wrażenie iście płasko-komiczne. Kontrast wyszukanej przyzwoitości z naturalną nieprzyzwoitością natychmiast się uwidocznia; popęd natury przeciwstawiony wychowaniu i etykiecie wytwarza kontrast, który pobudza do serdecznego śmiechu. Im zwierzę bardziej obce człowiekowi, tym porównanie słabsze i sprzeczność mniej w oczy bijąca. Im przywiązańsze i bliższe, tym komiczniejsza. Koń u powozu w podobnych wypadkach mniej budzi śmiechu, aniżeli koń pod siodłem. Najkomiczniejszym zaś uczucie, gdy zwierze wyprowadzone z właściwej mu sfery przeniesiemy w ludzką, kiedy np. psy, koń Gesslera, kozy, wprowadzone na scenę teatru, zachowają się tam nieprzyzwoicie.

Obszar komiczności tak jest rozległym, a do tego nieokreślonym, że niepodobna go w przybliżeniu nawet oznaczyć. Prawem zasadniczym zostanie jednak zawsze nieszkodliwe rozwiązanie dwóch sprzeczności. Wszystko jedno, czy używamy w tym celu naiwnego żartu, krotochwilnej igraszki, śmiesznych sytuacji, kłamstwa lub jakiegokolwiek zresztą kontrastu między istotą a formą, między zamiarem a wykonaniem, między pojęciem a rzeczywistością. Gdy dama siedząca u królewskiego stołu bada skwapliwie delikatność tkaniny obrusa, powstaje kontrast drobnostkowości z wzniosłością; gdy Rembrandt przedstawia Ganymeda w ten sposób, że król ptaków podnosi koszulkę tłustego, krzyczącego z bojaźni i w postawie nieprzyzwoitej ułożonego malca, zestawienie obu sprzeczności zmusza nas do głośnego śmiechu. Gdy Jordaens w swej Uczcie króla bobu wprowadza między pijaną drużynę malca w postaci jeszcze śmielszej komiczność staje się nieprzyzwoitą.

Nie należy jednak zakreślać ścisłych granic przyzwoitości, gdyż to wszystko zawisło od stanowiska, z jakiego na rzecz patrzymy. Co komuś wydaje się najwyższym dowcipem, obraża smak innego; z czego śmieje się jeden, to łzy wyciska drugiemu; co tu zaledwie połechce, tam boli.

Również karykatura, parodia i trawestacja krótko nas zatrzymają. Karykatura powstaje, gdy pewną właściwość zjawiska oryginalnego przedstawimy w kształtach przesadnych. W parodii i trawestacji używamy form jednakich na wyobrażenie rzeczy niejednorodnych, z czego powstaje niedorzeczność, która pobudza do śmiechu. Parodia w sposób komiczny wywyższa płaskość, nadając np. zwykłemu przebiegowi rzeczy formy doniosłego zdarzenia; trawestacja znów obniża wzniosłość, przebierając ją w szatę płaskości. (Co do wszystkich przedmiotów poruszonych w tym rozdziale radzę zajrzeć do Rosenkranza, Yischera, Carriera, Jean Paula, Fldgla).

Osobny rodzaj komiczności stanowi dowcip. Przykłada on swą miarę do przedmiotu, którego dotyka, tak szybko, z tak raźnym przeskoczeniem wszystkich stopni przejściowych, że stwarza porównanie, które narażonemu na pocisk dowcipu przedmiotowi, nadaje cechę niedorzeczności i głupoty. Czasem jednak łudzimy się blichtrem dowcipnego porównania i upatrujemy niedorzeczność tam, gdzie jej nie ma. Za chwile wstyd nas przejmuje, żeśmy się dali uwieść.

Głównym celem dowcipu jest wyszukanie podobieństw wśród rzeczy niepodobnych. Najpowszechniejszym zaś jego rodzajem gra wyrazów, gdzie jedno znaczenie wyrazu, mającego ich kilka, zamienionym bywa z innym, tu nie należącym. Kapitan skazuje żołnierza na 25 kijów. Po drugim razie mówi jednak: daruję ci resztę. „Panie kapitanie!” woła skazany, „ pan nie masz nic do darowania, pan masz żonę i dzieci.”  W pierwszym wypadku użyto wyrazu w znaczeniu: przebaczać, winowajca zaś sądził, że tu mowa o zwykłej darowiźnie, przez co nastąpiło zmieszanie pojęć. Toż samo dzieje się, gdy podobieństwo brzmienia dwóch wyrazów na miejsce wyrzeczonego poda nam w ucho drugi; z takiego podsunięcia nowego wyobrażenia powstaje komiczna sprzeczność. Bardzo jednak często śmiejemy się sami ze siebie, postrzegłszy własną pomyłkę.

Różną od dowcipu jest ironia. Dowcip rzuca się jednym skokiem na ofiarę, dając nagle odwrotny jej wizerunek; zawsze jednak tylko porównywa. Ironia zatapia się aż we wnętrze przedmiotu, aby go tam rozłożyć, odkryć ukryte w nim sprzeczności i cały ustrój rozsadzić.