Dźwięk cz. 1

I ton jest życiem. Ciało brzmiące przemawia do nas, obwieszcza, że nie jest martwym. Byt nasz ludzki polega nie tylko na ruchu, lecz i na życiu światła i dźwięku. Uczucie więc nasze towarzyszy im wiernie. Upodobanie zmysłów i duszy naszej w dźwiękach zdradza się natychmiast, skoro dostrzeżemy w nich prawidłowości, która nam jest wrodzoną, taktu, rytmu itd. Obszerniej o tym w rozdziale o muzyce.

Zostańmy tu przy rzeczach ogólnych. Sam ton już jest przyjemnym. Nie cierpimy bezwzględnego milczenia grobu! Jest ono przeraźliwym. W najgłębszą ciszę wsłuchujemy się, a ona zdaje się dźwięczeć i śpiewać. Ale gdy nic nie dosłyszymy, duch nasz opada, umysł czuje się próżnym, pustym. Cichy chód zegarka wśród milczącego oddechu nocy, odgłos dalekich dzwonów, pianie koguta, zaskowyczenie psa, orzeźwia nas wtedy. Bo to wszystko życie, które nas wyrywa z martwoty! Nie jesteśmy już sami, nie otacza nas milczenie śmierci. Silny zaś ton, hałas np. wstrząsa nami do głębi, roznieca uśpioną duszę. Choćby to był gminny hałas, już on ma wpływ swój. Możemy się o tym przekonać u każdej budy jarmarczej. Im wścieklejszym krzyk przekupniów, huk .bębnów, brzęk dzwonków, ryk bydła, tera usposobienie ruchliwsze, pożądliwsze, zuchwalsze. Naturalnie uliczne te dźwięki wywołują upodobanie tylko w umysłach niższego gatunku. Dla uszu delikatniejszych taka wrzawa, taki wiwat i hałas bywają nieznośne. Nieporządek, zamęt, niszczą miłe wrażenie dźwięku. Wszystkie ludy wojenne używały tego roznamiętniającego wpływu tonów w czasie bitwy; okrzyk bojowy, bębny, trąby, śpiew i muzyka, to już nie owe płaskie wzruszenia jarmarczne.