Człowiek w pracy cz. 3

Pomiędzy rolnikiem a żeglarzem mieścimy rybaka. Nie owiewa go pełne tchnienie morza, nie przekracza on najbliższych granic wybrzeży. Praca jego – czy to nawlekanie sieci, czy łowienie – jest bardzo jednostajną, a .utrudnioną prądami wiatru i fali, na których wymusza przejazd i zdobycz. Stąd staje się surowym, wytrwałym, a jednostajnym w toku myśli. W okolicach zimnych, objuczony manatkami, które go mają obronie od działań wiatru, mrozu i wilgoci jest najociężalszym człowiekiem pod słońcem. Szczególniej olbrzymie a ciężkie buty czynią go niezgrabnym, jak wołu.

Przejdźmy do rzemieślnika. Tu znajdujemy największą rozmaitość w miarę rodzaju pracy. W ogóle odróżnić wypada rzemieślnika pracującego w izbie, a pod gołym niebem. Pierwszy bywa zwykle bezkształtnym, szczególniej w trzymaniu grzbietu i nóg. Tokarz miewa nogę skrzywioną, depcąc ustawicznie koło w obrocie, szewc zgina ku wewnątrz kolana, trzymając obuwie, toż samo piekarz mieszając ciasto w korycie itd. Grzbiet zgina się u stolarza, gdy hebluje. Spotykamy więc u rzemieślników najczęściej skoszlawienie kształtów. Lud zna je wybornie i wyszydza. Wzrok również pochyla się przy pracy; u wielu nie potrzebujących zbyt bystro patrzeć, nabiera on kierunku zwróconego ku wnętrzu duszy. Ciasny przy tym i ciemny warsztat wywiera wpływ ponury na jego usposobienie. Siedzi -on godzinami pośród brudnych ścian izby – nigdzie szerszego widoku! Trzymanie ciała i rodzaj pracy oddziałują nań wszechstronnie. Pochylenie grzbietu, nacisk na dolne części, usposabia melancholijnie. Szewc i tkacz bywają mistykami. Wątły, spiczasty krawiec prócz cienkich ramion, delikatnych palców i nóg rozbieżnych posiada umysł niespokojny, pragnący odmian w życiu jak w modzie, która nadaje pracy jego urozmaicenia. Bywa tam wszędzie pierwszym, gdzie coś nowego się zdarzy; hołduje z równym zapałem bohaterowi dnia, jak nowemu krojowi sukni. Szewc i krawiec od niepamiętnych czasów są ulubionymi typami komicznymi ludu. Do rzemieślników pracujących w izbie policzyć także wypada robotników fabrycznych. Natłoczenie w ciasnych obszarach nadaje im cerę bladą; jednostronność pracy rozwija ich ciało jednostronnie i czyni je bezkształtnym. Pomiędzy nimi znajdujemy ludzi najbardziej skoszlawionych. Ale stosunki się poprawiają. Budynki poczynają rozszerzać i odpowiedniej urządzać, liczbę godzin roboczych umniejszać, a oświata dokona reszty!

Rzemieślnikowi i robotnikowi brakuje przede wszystkim wolnego ruchu, któryby mu pozwolił sprostować grzbiet i nogi; braku tego nie zastąpiły dotąd ćwiczenia gimnastyczne, ani stowarzyszenia rzemieślnicze. Dawniej oddziaływały zbawiennie cechy, zwracając uwagę rzemieślnika na sprawy ogólne, i mieszając go do wspólnych narad, gdzie musiał pytać i odpowiadać, gdzie czuł się uprawnionym w całej pełni człowiekiem. Dziś ta forma została usuniętą, gdyż nie odpowiadała nadal duchowi czasu. Nie zdołano jej dotąd należycie zastąpić.  Przechodzimy do rzemieślników, którzy nie pracują wyłącznie w izbie albo pod gołym niebem, lecz używają ciągłej odmiany powietrza. Spotykamy tu rzeźników, kowali, młynarzy itd. Rzeźnicy wyróżniają się potężnym rozwojem ciała. Kowal dźwigający młot ciężki, miewa zwykle górną połowę ciała silnie, dolną natomiast słabo rozwiniętą. Często odnosi rany od rozpalonego i pryskającego żelaza; kuleje; takim był już Hefaistos. Typ zupełnie odrębny stanowi robotnik we fabryce żelaznej. Odblask czasu spłynął na niego. Czuje on się wyrazem chwili, przedstawicielem postępu, i to mu nadaje piętno dumy.

Robotnicy pracujący na wolnym powietrzu mają wiele czerstwości, ale i surowości. Wszelka praca ciężka i niebezpieczna odzwierciedla się wnet na duszy. Rzemieślnicy, o których mowa, wyróżniają się nieustraszonym, w dal śmiało patrzącym wzrokiem. Budownicy, zmuszeni wspinać się i wznosić do góry, rozwijają się wielostronnej. Ćwiczą ramiona i nogi. Wpływ obrabianego materiału na. człowieka bywa silnym. Drzewo i kamień należy twardo spajać, jeżeli budowa nie ma się rozpaść. Do tego wzwyczaja się tak murarz i cieśla, że i w życiu nabiera surowości, jaką posiada materiał. Zły świat nie bada przyczyn zjawiska i miasto usprawiedliwić, potępia ich. Zresztą fizycznie murarz nie dorównuje cieśli. Proch kamienny, który ustawicznie musi połykać, pozbawia go własnej barwy i nadweręża piersi. Cieśle przyzwyczajeni są do wspólnej pracy, podobnie jak majtkowie. Warto przypatrzyć im się, jak porządnie i sprężyście wykonują najhazardowniejsze roboty, jak w pracy jest każdy samoistnym, a mimo to uzupełnia całość. Z jakąż to siłą i wytrwałością dźwigają belki, ciężary, towarzysząc wysiłkom ciała, oddechem piersi! Rzemieślnicy, mający do czynienia z węgielnicą i ołowianką, zachowują przy całej swobodzie więcej od innych ducha porządku. Mają sznur w rękach i rąbią za nim. To już matematycy, choć bluzowi! Żołnierz pod względem fizycznym powinien by właściwie przedstawiać wzór człowieka. Siła, szybkość, giętkość, powinny łączyć się w nim z odwagą, bystrością wzroku, zimną krwią, energią i chytrością. Jakie zaś stworzenie wytresują zeń pospolicie, wiadomo: sztywny, spiczasty, nieporadny bałwan w kamaszach! Drewnianą sztywnością stanowi on żywy kontrast z prawdziwym wojownikiem, który był zawsze estetycznym ideałem mężczyzny, zarówno pod względem budowy ciała, jak i najwyższej cnoty męskiej: odwagi. Człowiek ma wrodzoną bojaźń przed śmiercią; zwalczenie jej obudzą podziw; wielu osobom, a szczególnie kobietom pogarda śmierci, wydaje się rzeczą niepojętą. Dla tego widok rycerza obudzą uczucie wzniosłości.