Człowiek w pracy cz. 2

Rolnik bywa zwykle powolnym, bo chód w bruzdach za pługiem nie może być szybkim, a to się weń wdraża. Ziemia jego królestwem, w nią ciągle patrzy. Kark i tułów rychło chylą się ku niej, bo rydel, pług, cep i kosa, nią tylko zajęte. Praca jest ciężką; ziemia sama ociężałą. Nie pospiech, nie chwilowe natężenie sił wszystkich przynosi skutek, ale wytrwałość gorliwa, jednostajna. Dla tego rolnik staje się powolnym, ociężałym, nic od pierwszego razu nie bierze szturmem, wszystko zdobywa krok za krokiem. Bywa ograniczonym, tępego umysłu, bo wśród mozolnych wytężeń ręki mało zważa na umysł. Wszystkiemu, co uznał za wyższe, powierza się ślepo, jak długo nie czuje więzów nałożonych na główne jego zajęcie życia. Jak na wolę pogody oddał zoraną ziemię, tak samo, chociaż mrucząc pod nosem, poddaje się zwierzchności. Za to nie da sobie przewodzić temu, w którym widzi .równego; ma bowiem wrodzone poczucie godności. Odmian nie lubi. Jakżeby mógł nawet lubić, on, który niezmiennie związany porami roku, w oznaczonym czasie musi orać, siać, zbierać? To mu nadaje cechę zachowawczą. Co go ma poruszyć, musi być jędrne, silne, uchwytne: bawią go jaskrawe barwy, wrzaskliwa muzyka, drepcący taniec, grube żarty, krwawe widowisko. Ciekawym jest wpływ zwierząt na wieśniaka. Owczarz jest cichym, monotonnym; pasterz nierogacizny nabiera jej natury; oracz bywa powolny, ociężały, posępny; chłopak od koni porywczy, namiętny.

Żeglarz ma naturę tak przeciwną naturze rolnika, jak ocean ziemi. Jak wszyscy ludzie, przeznaczeni do ciężkiej pracy, może godzinami odpoczywać; stać pół dnia na pokładzie, spluwając do wody, wcale mu się nie sprzykrzy, lecz gdy nadejdzie chwila do pracy, staje się wnet ruchliwym i zwinnym. Wszystko robi za jednym zamachem; powolność byłaby nie na czasie, gdy burza nadciąga a żagle należy zwinąć! Paszcza śmierci zieje wciąż pod nim; jedynie zręczność może go ocalić. To czyni człowieka śmiałym, pewnym siebie, nadaje mu krnąbrną, wyzywającą minę. Odwaga i zuchwałość błyszczą w oczach każdego żeglarza; ciągiem patrzeniem w nieskończoność wody nabierają one bystrości, a gorliwym śledzeniem poruszeń lin wysokich, polotu. Otwartość i prostota cechują go dalej. O czułostkach nie ma wyobrażenia, jak sam ten żywioł, z którym się biedzi; na tkliwe uczucia jest zimnym, jak na rózgi. Wymusić na nim cokolwiek można tylko zręcznością lub siłą. Żeglarz zmuszony walczyć z niebezpieczeństwem bezpośrednim, chwilowym, nie potrzebuje wyrabiać w sobie podstępu, chytrości. Osiągnięcie celu, do którego podąża okręt, bywa zwykle mozolnym, droga odległą. Żywioły nie łatwe do pokonania stoją mu na przeszkodzie. To czyni żeglarza cierpliwym i wytrwałym. Jest on człowiekiem ładu a przy tym towarzyskim; nigdzie nie czuje się tak potęgi wzajemnej pomocy, jak na morzu. Przy tym jednak samodzielność jednostki ogromna; wszak żeglarz, to nie żołdak, co na znak dany małpuje swój batalion; na morzu każdy robi swoje. To zamiłowanie porządku i karności obok poczucia osobistej swobody, ta miara w pozornym rozkiełznaniu muszą się podobać. Skupiona rzesza majtków przedstawia siłę roboczą, co najmniej tak znaczną, jak batalion doskonale wytresowanych żołnierzy. Nie nastąpią oni sobie na nogi; wszystko tam zgodzi się między sobą, a przecież nie dojrzysz automatów. Żeglarz stoi pośrodku między wieśniakiem, który jest uosobieniem swobody, a żołnierzem, który ma znaczenie tylko w masie. Jest on gwałtowny i objawia ten przymiot częściej, niżby powinien, klnąc bez miłosierdzia. Cierpliwość jego wystawioną bywa na zbyt wielkie próby ze strony wiatru, z którym, jak wiadomo, tylko niestałość kobiety porównaną być może. Namiętność potęguje się w nim długą wstrzemięźliwością i grozą przepisów służby. Tern gwałtowniej i namiętniej wybucha chwilami tłumiona długo natura. W zabawach swych bywa dzikim, mimo dobroduszności brutalnym. Życie jego przepływa jednostajnie, oprócz przelotnych odmian, kiedy odkrywa nowe kraje lub nowe strefy.

Najczęściej zaś widzi jedne i te same lub uderzająco sobie podobne porty, a wrażenia takie czynią go bardziej znudzonym, niż fantastycznym. Muzyka, taniec, śpiew, opowieść, suknie – oto jedyne pole, w którym objawić może swą siłę estetyczną. Przy tym namiętność ma do bazgrania. Pomalować musi wszystko, ,co mu wpadnie pod rękę; nieubłagana konieczność, dająca mu kwacz smolny do ręki, aby ubezpieczył okręt od wody, skazuje go na rolę bazgracza – coute que coule.

Zauważmy wzrost żeglarza.

Zdaje się, jakoby niebo, powała, pod którą żyje, gniotła go w ziemię. Bywa zwykle przysadkowatym, część górna ciała na szkodę dolnej zbyt rozwinięta; ramiona i piersi stosunkowo od nóg silniejsze. Znanym jest rozkołysany chód majtka, przyzwyczajonego do ciągłych wahań okrętu; na lądzie wygląda on pociesznie. Szczególnym jest również krzywe trzymanie rąk i ramion, pierwsze stały się u niego obcęgami. Hałaśliwe zabawy majtków pominę. Jedna tylko jeszcze uwaga: ciągłe jego pragnienie da się usprawiedliwić nieprzerwanym widokiem wody; gdy zaś ])ić jej nie może, używa rad – gorzałki, którą ubezpiecza ciało przeciw mroźnemu wpływowi morskiego wiatru.