Człowiek w pracy cz. 1

Jak zachowuje się człowiek podczas wykonywania swoich codziennych obowiązków? Jak to wyglądało od czasów najstarszych do dzisiejszych? A więc przyjrzyjmy się początkom.

Łowiec, tj. dziecię plemienia, żyjącego wyłącznie łowiectwem, rozwinął tylko zwierzęcą stronę duszy. Zmysły jego są bystre; ciało zręczne, wytrzymałe na trudy i niedostatek. Dosięgnąć wyższego stopnia duchowego rozwoju, a nawet pełnej, cielesnej piękności nigdy nie zdoła. Jest chytrym i odważnym, lecz i to w sposób iście zwierzęcy. Żyjąc z dnia na dzień pracą rąk własnych, nie mogąc robić zasobów na czas dłuższy, gdyż nie umie przechować mięsa zabitego zwierza, ani pielęgnować do stosownej chwili żywego, ulega wszechwładzy żołądka i zostaje bezmyślnym jego niewolnikiem. Dopóki nie zaspokoił najpierwszej potrzeby życia, o żadnym świadectwie wyższego uobyczajenia mowy być nie może. Przy tym życie łowieckie zmusza do odosobnienia lub skupiania się w małych gromadach. Człowiek zaś jest zwierzęciem towarzyskim i tylko pod warunkiem społecznego współżycia może się odpowiednio rozwinąć. Zasadą łowca, jak wilków, które tropi, bywa prawo silniejszego. Musi on przesiedlać się z miejsca na miejsce, nie wiele za sobą włócząc. Twórczość jego i siła estetyczna ograniczają się na przyozdobieniu sukien, ciała i broni. Ma tylko mowę „skrzydlatą”, która nie może być mu ciężarem. W przystrajaniu zatem własnej osoby i w pieśniach objawia się cały jego zmysł piękna.

Ludy koczujące żyją z trzód swoich. Środki pożywienia mają ubezpieczone, natężenie więc małe. Wynaleźć pastwisko, zwolna ku niemu trzodę zapędzić, ustrzec ją przed napadem ludzi i dzikich zwierząt – oto trud cały! Taki człowiek znajduje wiele czasu do pielęgnowania ciała i umysłu. Świat zewnętrzny nie pochłania go tak zupełnie, jak łowca, chociaż pilnie nań baczy. Musi chronić się od niebezpieczeństw, ale nie potrzebuje zważać na ślad każdy, na echo głosu, na szelest cichej gałązki, nie krąży po dniach całych samotny i milczący w ponurych, gęstych lasach; żyje na łące pośród wrzaskliwej, ryczącej trzody, nie potrzebując mierzyć każdej piędzi ziemi; obowiązkiem pielęgnowania zwierząt zmuszony do pewnych, stałych czynności, jak np. dojenie itd. Dom swój nosi ze sobą. Broń i naczynie włóczy za nim usłużna szkapa lub wół cierpliwy. Oprócz mowy posiada narzędzia muzykalne, którymi zwołuje lub rozwesela trzodę. Z tym wszystkim łączy sztuczniejszy już taniec.

Łowcem wodnym jest rybak. Cała różnica, że ma bezpieczny domek. Życie jego pełne trudu i niebezpieczeństw. Wręcz jednak przeciwnie , jak tamten, ma on sposobność do rozwinięcia swej siły twórczej, budując chatę lub okręt. Składa je, wycina i maluje. Snucie sieci jest pracą jednostajną. Przebiegłości do oszukania ryby nie potrzeba mu wiele, natomiast biernej odwagi do urągania żywiołom powietrza i wody. Skoro jednak rozpocznie handel, wytwarza się wnet szereg charakterystycznych odcieni.

Rolnik jest przywiązany do roli, którą uprawia. Im pewniejsze i mocniejsze jego mieszkanie, tym lepsze. Nie potrzebuje on się tytułować jak łowiec, albo w stroju ograniczać na tym, co łatwo przewieść, jak Nomada; umysł jego nie rozstrzelony obrazami lądu i morza; stałą bowiem siedzibą rolnika jest ziemia, „gdzie sobie z chrustu buduje pomniki”.

Nie opuszcza on ich; nie otaczają go burzliwe fale. Przy tym do wyżywienia się nie potrzeba mu tyle miejsca. Może zamieszkać w licznym towarzystwie, zaopatrywać się pracą w zasoby na czas dłuższy, może pozwalać sobie odpoczynku, pielęgnować wszystkie cielesne i duchowe siły. Nie potrzebuję dłużej wysławiać zalet rolniczego żywota; znanym to jest powszechnie, jak wszystkie zajęcia w nim ześrodkowane, jak on jest podstawą wszelkiego rozwoju.

Weźmy na uwagę człowieka cywilizowanego dzisiejszych czasów. Łowiec przedstawia sie w tych warunkach zupełnie innym stworzeniem, jak opisany powyżej, choć rysy główne nie starły się ze szczętem. Nasz strzelec ma dom i zaprzęg, uprawia rolę. To wałęsanie się łowca ma swój wpływ. Bywa on śmiałym, jak pies jego, a sprytnym jak lis; oko bystre i jasne przenika dal, jak oko orła. Ma przy tym skłonność do mistycyzmu, lubi się wyosabniać; nie rad wychodzi po za mrok swego lasu i nie przygląda się światłu. Nasz leśniczy nie jest już naturalnie mistycznym łowcem, lecz ogrodnikiem „co i pisma zwąchał”. W górach jednak napotkasz jeszcze dawnego monarchę lasów; tam go szukać, gdzie skaczą kozy i dziki się tłumią.